Teodozja Zariwna – „Religią dla wszystkich powinna stać się miłość” – motto festiwalu…

Pierwsza międzynarodowa konferencja poetycka w Poznaniu. 

Nad samym centrum Poznania od czasu do czasu przelatywały duże samoloty. Leciały nisko – podchodziły do lądowania. To było niezwykłe widzieć  je  tak  wyraźnie,  niemal  każdy szczegół:  wielkie  i  ciężkie, lekkie,   i eleganckie. Tak blisko od drogi przynosiły jakiś lęk nie przyzwyczajonemu do takiego sąsiedztwa człowiekowi, który dopiero co uciekł od nieustannych wieści o wojnie. Samoloty spokojnie i bez wielkiego szumu znikały za pobliskimi wysokimi budynkami i szybko zbliżały się ku ziemi. Oznaczało to, że lotnisko było niedaleko i do Poznania ciągle przybywali goście.

Moje dwa zaproszenia na Pierwszą Międzynarodową Konferencję Poetycką z „Aforystykonem” i 40-ty Listopad Poetycki zwiastowały, że wkrótce spotkam swoich starych i nowych przyjaciół – poetów z Polski jak i spoza niej i że jakiś tydzień będę przebywać w innym środowisku językowym – angielsko-polskim. Bardzo skondensowany program przewidywał, że zobaczę miejsca, których nigdy bym nie widziała, jeśliby nie te festiwale.

Pierwsza Międzynarodowa Konferencja Poetycka odbyła się pod znakiem Niemiec, ponieważ mieli największą delegację, a głównym wydarzeniem była prezentacja europejskiej antologii poezji w tłumaczeniu niemieckim. Wszędzie brzmiał grecki, angielski, wietnamski, węgierski, łużycki oraz oczywiście niemiecki i polski. Jednak finał festiwalu był przejmująco ukraiński.

Ale od początku:  dwie bardzo aktywne kobiety – Urszula Zybura i Danuta Bartosz zorganizowały nowy festiwal literacki, którego debiut zakończył się sukcesem. W programie festiwalu były rozmaite zdarzenia, z których jedno – „Aforystykon” – odbyło się w Kaliszu, w tym samym Kaliszu, gdzie kiedyś     w latach 1920-24 był  obóz internowanych żołnierzy armii Ukraińskiej Republiki Ludowej. Właśnie z biblioteki w Kaliszu dostałam bardzo ciekawe artykuły o naszych znanych i nieznanych bohaterach.

W sali biblioteki uczestnicy festiwalu czytali krótkie wiersze i aforyzmy  z książki  „Po-tyczki aforystów” specjalnie opublikowanej na festiwal.

Grecki akcent spotkania do pewnego stopnia oparty był na historii literatury polskiej: Prezesem Związku Literatów w Poznaniu przez 26 lat był grecki i polski poeta Nikos Chadzinikolau. Jego syn Ares przez pewien czas również prowadził ten oddział. Poeta i utalentowany muzyk został laureatem „Aforystykonu 2017”. Wśród światła świec i poezji pięknie grał na fortepianie melodie greckich pieśni i tańców w restauracji „Noce i dnie” w Russowie. Jego słowa „Religią dla wszystkich powinna stać się miłość” były mottem festiwalu. Laureatka nagrody Homera Maria Mistrioti czytała własną poezję tłumaczoną przez Aresa.

W Russowie odwiedziliśmy muzeum Marii Dąbrowskiej, autorki znanej powieści „Noce i dnie”. Sprzed dworku widać było piękno krajobrazu z liczny-mi jeziorami, które po ostatnich deszczach w Polsce były wypełnione wodą po brzegi, z malowniczymi wyspami na środku, a pozostała wokół trawa była jasnozielona, jak w lecie. Ten krajobraz uparcie potwierdzał, że nie pisać epickich powieści wśród takiej natury jest po prostu niemożliwe.

Przez wszystkie trzy dni naszym spotkaniom z czytelnikami towarzyszył mały chór młodzieżowy imienia Juliusza Zarembskiego z Żytomierza, który pięknie śpiewał polskie piosenki ludowe i religijne (kierownik – Jan Krasowski) wzruszając większość Polaków i gości festiwalu harmonijnym dźwiękiem i szlachetnym śpiewem.

Ukraińskim gościem festiwalu  był także Aleksander Gordon, sekretarz Związku Pisarzy, który robi dużo dla współpracy polsko-ukraińskiej literatury, tłumaczy i układa antologie poezji, organizuje wspólne spotkania. Bardzo interesujące było spotkanie ze studentami jednego z najlepszych liceów w Poznaniu, gdzie byłam jeszcze z dwoma profesjonalnymi teatrologami – znanym łużyckim poetą Benedyktem Dyrlichem i nie mniej słynnym poetą i dramaturgiem, prezenterem programów literackich w telewizji greckiej Konstantinosem Bourasem. Każdy z nas musiał wygłosić wykład (bez tłumacza zawsze czujesz się trochę nieswojo).

Po wykładzie byliśmy w gabinecie pani dyrektor. Burgas mówił dobrze po angielsku i nie rozumiał polskiego, Dyrlich – po niemiecku i po polsku, a dyrektorka – po polsku. Ale nasza rozmowa przy kawie była gorą-ca jak napoje w filiżankach i dotyczyła edukacji i kultury, pokoju i wojny, a wszyscy porozumiewali się całkiem dobrze. Przy okazji wzbogaciłam swój słownik o bardzo sympatyczne słowo. Pani dyrektor poprosiła dla siebie kawę „oszukaną”, to znaczy – kawę bez kofeiny.

Program obejmował również zwiedzanie wystawy malarstwa Fridy Kahlo w polskim kontekście – ze zdjęciami fotografki, która urodziła się w Polsce. Zdjęcia Bernice Kolko odbijały koloryt odległej ziemi, dramatyczne życie artystki, która często mówiła, że przeżyła dwie katastrofy – zderzenia z tramwa-jem i Diego Riverą, mężczyzną jej życia. Na wystawie znalazły się również obrazy Fanny Rabel, studentki Fridy, która też urodziła się w Polsce.

Finał festiwalu odbył się w cerkwi grekokatolickiej, gdzie msza była odprawiana oczywiście w języku ukraińskim. Po mszy grecka poetka Maria Mistriotti została nagrodzona medalem za współpracę polsko-grecką.

Następnie Danuta Bartosz przedstawiła książkę dla dzieci Stanisława Pagaczewskiego  „Porwanie Baltazara Gąbki” przetłumaczoną na język ukraiński i przekazała ją dzieciom emigrantów i pracowników tymczasowych. Cerkiew była dosłownie przepełniona.

Gdy po kilku dniach odjeżdżałam, ranek był pochmurny, ale pogoda sucha, która po ostatnich niekończących się deszczach utrzymywała się przez cały czas przeznaczony dla poezji.

Samoloty wypływały z  niskich chmur i leciały niemal nad samymi głowami. Było widać okna i wszystkie kolorowe znaki na kadłubie, żałowałam że nie kupiłam biletu, są one niedrogie, ale strach przed lotem w ostatniej chwili był większy niż zazwyczaj. Jeśli jest możliwość wyboru  zawsze wybierasz coś bliżej ziemi. Mój bilet autobusowy, który kupiłam w Internecie, nie był wpisany w żadnej liście na stacji, więc miałam wielki powód do niepokoju, nawet pół nocy nie spałam, ponieważ ceny hotelowe są dla nas nie aż takie tanie, stacje autobusowe są zamknięte w nocy. Jednak roaming nie zawiódł, a pani, która siedziała w biurze na Ukrainie, powiedziała, że autobus będzie na czas, więc westchnęłam szczęśliwie, kiedy czerwony BUSFOR pojawił się na peronie i  weszłam do środka. Byłam już na terytorium Ukrainy.

Autobus powoli wypełniał się studentami i pracownikami, krążył dziwnymi drogami przez małe miasteczka, ale szczęśliwie podążał w kierunku Ukrainy, więc kiedy po raz pierwszy w ciągu ostatnich lat bardzo szybko (przy wjeździe do Polski czekaliśmy cztery godziny) nasz zespół przekroczył granicę, to fizycznie czuliśmy się jak lekkoatleta, który przerywa taśmę, za którą oczekują na niego wszystkie radości i smutki.

Przeszłość jak dobra bajka się kończy, kończą się wakacje i zaczyna się codzienne monotonne rozwiązywanie tych spraw, które oczekują i dzięki Bogu, nigdzie się nie poukrywały, jak i ziemia, która leci naprzeciw.

Teodozja Zariwna

 

 

TEODOZJA ZARIWNA (Ukraina) – poetka, prozaik, teatrolog, dziennikarz. Ukończyła Państwowy Uniwersytet im. Iwana Franko we Lwowie i Kijowski Instytut Sztuk Teatralnych im. I. K. Karpenki-Karego. Autorka pięciu zbiorów poezji, dziesięciu powieści i sztuk teatralnych, ośmiu dokumentalnych filmów. Laureatka dziesięciu  nagród literackich. Powieść Teodozji Zariwnej „Polowanie na ptaki niebieskie” w rankingu Książka Roku 2014 znalazła się na liście dziesięciu najlepszych wydań. W 2015 roku otrzymała za nią nagrodę „Jarosławiw wał”. Jest animatorką wielu programów literackich i kulturologicznych. Redaktorka naczelna czasopisma „Kyjiw”. Jej utwory są tłumaczone na języki: portugalski, polski, macedoński, rosyjski, rumuński.

 

db

 

 

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*