E-ANTOLOGIA

SIERPIEŃ 2017

Lech Lament: Druga młodość

 Rozeszli się wszyscy – została tylko północ,

naga jak wspomnienia w chwilach samotności.

Modlitwa nie niesie ukojenia,
jak tamte spotkania w czas winobrania,
w bezpiecznych zasiekach porośniętych bluszczem
pod parasolami młodych lat, gdy wszystko było piękne.

Więc życie niby to samo.
Te same latarnie odświeżają pamięć – a jednak…
Rozglądasz się powoli z trwogą bez nadziei,
sam pośród długich cieni, które sobą pochłaniają wszystko.

Co czujesz skazany na samotność w rozmowie z samym sobą,
gdy przeszłość jest szarym wygasłym witrażem
a ty dogasającym kandelabrem?

Płomień się kołysze.
Powieki ciążą jak noc, na której ani jednej gwiazdy.
Księżyc zawisł nad oknem i drwi szepcząc ci do ucha
teraz jesteś już tylko gwiazdą spadającą w ciemność.

 

Lech Lament: Winowajca księżyc

 Ukryty w mroku w środku nocy w pustym hotelowym pokoju

zanurzasz się w przywoływane przez siebie obrazy.
Ręką zdejmujesz je z twarzy i przy blasku starej lampy oglądasz dokładnie;
daleki szept Niagary, zdjęcie na ścianie Marilyn Monroe.
Jej blady śmiech i gęsta perspektywa ust czerwona jak zachodzące słońce.

W wędrujących światłach na suficie szukasz schronienia,
lecz samochody odjeżdżają pospiesznie.
Deszcz jest okazją by pozostać dzień, dwa
i porozmawiać z obcą dziewczyną.

Cienie zmierzają w stronę szafy i znikają w oknie.
Nieprzemakalny płaszcz na wieszaku zdradza twą samotność,
więc kładziesz latarkę na parapecie okna ścierając z czoła pot.
Patrzysz coraz dalej za dachy czarno czerwone, śliskie i błyszczące,
za którymi giną: ludzie, auta, samoloty, chmury, wieki.

I wiesz już, że to bezkresne niebo jest takie samo wszędzie:
w każdym miejscu, w każdym mieście, hotelu, człowieku,
który chwyta się za serce i wie,
że nic nie jest tak bardzo ważne w życiu
jak samo życie.
Że dobrze jest czasem zasnąć – tak po prostu zasnąć
i obudzić się rano w innym mieście.

Andrzej Tchórzewski (przekład):

Federico Garcia Lorca MURZYŃSKI SON O KUBIE

***

Gdy nastanie pełnia księżyca pojadę do Santiago de Cuba, pojadę do Santiago.

W luksusowej bryce z czarnej wody.
Pojadę do Santiago.

Zaśpiewają wierzchołki palm.
Pojadę do Santiago.

Tam, gdzie palma chce zostać bocianem,
pojadę do Santiago.

Kiedy platan zostanie meduzą,
pojadę do Santiago.

Pojadę do Santiago,
z blond włosami jak u Fonseki

Razem z różą Romea i Julii
Pojadę do Santiago.

Tam, gdzie morze dolarów i srebra.
Pojadę do Santiago.

Ach Kubo! Och rytmie wysuszonych ziaren.
Pojadę do Santiago.

Ach, gorąca talio i ty, szczapko drewna!
Pojadę do Santiago.

Harfo z rozpędzonych koni! Kajmanie! Kwiecie tytoniu!
Pojadę do Santiago.

Zawsze mówiłem, że pojadę do Santiago.
W bryce z czarnej wody.

Pojadę do Santiago.
Z bryzą i rumem w kołach.

Pojadę do Santiago.
Ze swoim chorałem w tle mglistym.

Pojadę do Santiago.
Tam, gdzie morze tonie w piaskach.

Dzień upalny ,owoc więdnący,
do Santiago pojadę.

O, ty, plantacjo trzciny, obory ochłodo
O, Kubo! O, formo garnka i oddechu!
Pojadę do Santiago.

 

 

LIPIEC 2017

 

LEOKADIA KOMAISZKO

Tu i tam

SPA-ceruję sobie po wietrze
i się przeobrażam w powietrze
w emigracyjno-kresowych smużkami
świetlnymi rozsiewam się sercach

Tutaj rodzin róźanych krzewy
z miodowo-złotym zapachem
Tam purpurowogłowe w lśniącym
matki ogrodzie kłaniają się maki

Pamięć w opuszkach palców
a pod stopami biało-różowych
powituch wieńce i… nagle wiesz
po co tutaj i tam przyszedleś

Leokadia Komaiszko
11 lipca 2017

 

LEOKADIA KOMAISZKO

 

Protest przeciw umieraniu

I cóż, że zamykamy oczy, zatykamy uszy.
Odwracamy pospiesznie sens powonienia.
Słowa w ustach już nie chcą powstawać
I tylko serce rozdarte skowyczy.

Wciąż przeciekają nam jak przez palce!
Nie pytając o czas i stosowność.
Rozsiewają się w nigdy nieodpowiedni
moment. Zżyci z nami ludzie ukochani.

Nić się nie przerywa – rzekł Święty Augustyn.
Jaka nić? Którędy prowadzi?.. My, co jak
przedwcześnie zrywane owoce… Planety
i gwiazdy o tym świadczą. Alternatywy żądamy!
Leokadia Komaiszko
styczeń 2012, Liège, Belgia

 

LEOKADIA KOMAISZKO

Sosną stanęłam

Sosną smołą żywiczną płynącą stanęłam
naderżniętą brutalnie przez system rywali
w destrukcyjnym głodzie poniewierającej walki
o dobijania obraz dziki w niewyrównanym boju.

Energia na atomy rozrywa i z nichże ona wznosi
łagodnej harmonii struktury światłem strzeliste.
Śni we mnie Polska. Imaginuje Belgia. I tuli się
Litwa. Skrawki kosmosu w rdzeń serca wrośnięte.

Nas nie zostawiaj! – bolącą emocją po żyłach
krążą i bladym księżycem świecą, i słońca łuną
czerwoną, i guzikami lub makiem gwiazd. Matrycą
złotą wszystko się splotło, na stanie się mocą czeka.

Leokadia Komaiszko
20/01/2017 Belgia

 

 

ARES CHADZINIKOLAU

RASTA  MÓWI  I

Drwijcie z klęsk

i topcie smutki w szaleńczym wirze.

Nad wszystko grajcie Zeibekiko

niech w tańcu ciało zwycięży duszę.

Tłuczcie szklanki, talerze

okrzykami przebijcie niebo,

aż rozleje się światło.

 

Chwila nie lubi spóźnienia!

 

Rasta mówi:

życie jest krótkie,

jak odwrócenie głowy słonecznika.

 

ARES CHADZINIKOLAU

RASTA  MÓWI  II

Idź drogą Sfinksa

i pytaj napotkanych,

czym jest życie.

 

Zamkną usta jak posągi.

 

Niewiedzą, że żyć to

zdobyć szczyt Syzyfa

ssać pierś matki,

aż wytryśnie droga mleczna

i nie czekać,

aż gwiazdy ułożą los.

Nawet na tratwie pokonać fale

żaglem dłoni schwytać wiatr

i wyprzedzić ptaki.

Potem skończyć brewiarz

i kamieniom oddać profil.

 

Rasta mówi:

życie jest kredytem,

które i tak trzeba oddać z procentem.

 

 

PAWEŁ BUKSALEWICZ

AFORYZMY:

  1. Mądrość cechuje się roz-wagą, a głupota bez-miarem.
  1. Są pokusy, które można zwalczyć tylko… ulegając im.
  2. Małżeństwo, to jedyny koedukacyjny zakon na świecie.
  3. Kto patrzy daleko w przyszłość, widzi więcej niż rozglądający się wokół.
  1. Miłość młodzieńcza jest jak zerwany kwiat bzu. Ładnie pachnie i szybko więdnie.
  1. Moda, to coraz to inne opakowanie tego samego produktu.
  1. Kosy żniwiarzy obcinają Ziemi włosy.
  2. Nagość kobiety bywa jej skuteczną bronią.
  3. Rozbroić złą minę starca może tylko dziecko.
  4. Strój dla kobiety jest tym, czym dla mężczyzny zbroja.

 

URSZULA ZYBURA

Wilki  

  

życie moje ty psie bezdomny

podaj mi swoją kosmatą łapę

przytul strzęp sierści do resztki mojej prawdziwej skóry

która jeszcze skowycze

 

spójrz tylko w moje wierne ślepia

życie

 

życie mój wilku uciekajmy stąd

chodź ze mną i nie bój się

to tylko księżyc jasno wyje na widok ludzi

 

URSZULA ZYBURA

***

Najtrudniej zrobić wrażenie na sobie.

Największe nieszczęście? Tkwić w nim.

Największy problem? Nie dostrzegać go.

Nie brudźmy sobie rąk oklaskami.

Obmył ręce w krwi bliźnich.

Połykacz ognia, który ma czkawkę!…

Prawdziwe szczęście? Móc je dzielić.

Prawdziwy Raj? – Wciąż go odkrywać.

Sedno geniuszu: wiedzieć, co odrzucić.

Sukces jest zawsze na topie.

Trafiła kosa na kamień – szlachetny…

Twój największy problem? – To ty!

Wątpliwe wdzięki budzą niewątpliwy niesmak.

Zimną krew najłatwiej zachowuje nieboszczyk.

Życie wieczne? A z kim?

 

***

pobiegnę prędko

tam gdzie nas nie ma

 

dogonie chwile ktorych nie bylo

 

nad kwiatem sie pochyle

nad brakiem cinia

 

dogonie zycie

choĆ go nie bylo.

 

 

CZERWIEC 2017

 

DANUTA BARTOSZ

 

Ptaki powracają

chociaż ucieka tradycja

 

Wrażliwość wyniesiona z gniazda

nie gubi piór. Ciepło, które dała matka,

ma zapach kadzidła.

 

Podmuchem wiatru czasu zwabieni

całują ślady jej rąk. Na chlebie tak

jak ona kiedyś kreślą znak krzyża.

 

Tymczasem wnuk i prawnuk

wyrywając sobie z rąk Joysticka

muszą pokonać wirtualnego wroga.

 

DANUTA BARTOSZ

TYTUŁOWE SKŁADANKI W MALARSTWIE RAPSY (NUMBER 2)

 

W Seulu miałam Sen nad morzem. Poruszam się jak zbłąkany pies.

W utraconej Przestrzeni Skaleczone miasto. Siedzę na gruzowisku

Ostatniej Wieczerzy, witam apostołów, których nie ma.

Za mną krzyczy czarna ściana ciszy.

 

(Przyjaciel) Judasz wydaje drugiego Judasza, trzeci Judasz

Głosem z zaświatów przypomina, w Labiryncie życia bez

srebrników i nitki Ariadny każdy jest Przegrany. Oko Cyklonu

nie jest Okiem Opatrzności.

 

Morze traci swój kolor. W tafli lustra Senne przestrzenie odbijają

Pejzaż miejski. Szukam siebie na brzegu cienia. Znajduję Spód

Parasola, zawieszam nad sobą. Mam dach nad głową. Nie jestem

bezdomna. Wszędzie jestem u siebie, choć świata wokoło już nie ma.

 

W Mieście nocą, zamykam bramę, W Morskich pejzażach Rapsy

zatrzymuję ludzi, potem przerywam dialog morskich inspiracji,

których nie było. W Klubie Pacyfik Blue kolejny obraz podaje łapę

–  mnie, bezdomnemu psu z Wozem Drzymały nad głową.

 

PS

Tancerka z Moulin Rouge, której zawsze śniła się koreańska pomarańczowa 

jesień, nie wróciła do swojego kraju.

 

 

LEOKADIA KOMAISZKO

Nie jestem repliką

 

Trwa marzec, poranek i … czuję,

że … nie jestem repliką,  ani pół-

chwilą czyjegoś rozkapryszenia,

nieudaną próbą gry w mistrza, bio-

czy nano-androidem bezmyślnym.

 

Noc nasza polarna w genach pokoleń

wszczepiona dobiega  końca.

Chronometr rodzinny o egzystencji

śmie twierdzić.  W Misielanach-

Sławianach, Adelajdzie i Liège.

 

Zalążków różanych lekka symfonia

zdrowym połyskiem spośród słomisk

staro-zimowych  się wyprostowuje –

w nasłonecznieniu Dobrem Odważnym.

Powrotu do jaskiń tym razem nie będzie.

 

Im ciaśniej … Tym przecież i szerzej!

Im głośniej – to również i ciszej. Wraz

z ziemi dźwięków harmonizacją

pośród rzeczywistości  sfer nowych

Autentyzmem się Stawać. Mamy prawo.

 

 

Leokadia Komaiszko

08.03.2014, Liège, Belgia

 

Leokadia Komaiszko

30/05/2014, Belgia

 

***

Demony, które  czaem w nas szaleją,

okaleczając nam serca i wszystko

czegokolwiek w złej chwili dotkniemy,

poodchodzić  kiedyś  powinny

prawem przenikania się światów.

 

Aniołami się znów stajemy  w cichej

doskonałości dnia łagodnego i

równowadze emocji. A jednak…

nigdy w tejże samej  chwili

wszystkie rany nie porastają kwiatami.

 

Leokadia Komaiszko

28/05/2014,Belgia

 

W Bratysławie

 

Zwinięte w ruloniki ubiegłoroczne

liście poschnięte na naddunajskich

chodnikach łobuzersko szeleszczą.

 

W zmęczonym szuraniu turystycznego

obuwia, poprzez angielszczyzny

powklejane wzorce – według których

 

wszystko tamto powinno być pierwsze! –

słowacko-polskiej muzyki dociera

cyrkolenie ciche. Dnia któregoś…

 

pewnie odważymy się na bycie sobą?

 

Leokadia Komaiszko

20/04/2014

 

 Złocone koguty

 

Pod pobielonym pniem starego drzewa leżałam.

A ono papierem swych liści szeleściło. Pisało?..

Strofy wierszy w majestacie zstępowały majowym.

Niby Pieśni Maryjne pod  Kresów  krzyżami cichymi..

 

Jodły, jabłonie, słowiki. I trawy na wietrze pełnoziarniste !

„Wpłynąłem na suchego przestwór oceanu” – wieszcza

emocję  właśnie poznawałam. W ciężkiej melodii dzwonów

walońskich. Gdzie nad kościołami koguty świecą  złocone.

 

Leokadia Komaiszko

28 maja 2011 roku, Liège, Belgia

LECH LAMENT 

AFORYZMY

  • Unikając samotności unikasz konfrontacji z samym sobą.
  • Zadziwiające – na świecie nie chroni się praw człowieka. Broni się tylko swoich przywilejów
  • Nie trzymaj się kurczowo liści – idź cierpliwie wzdłuż pnia.
  • Jeżeli wśród wiernych nie ma mistrza, stają się zabobonni.
  • Esencja jest w każdym z nas.
  • Prawo wyboru istnieje zawsze, także przed egzekucją
  • Ciało przeżarte przez rdzę – nie ma duszy
  • Najtrudniej jest dorównać swojemu wyidealizowanemu sobowtórowi.
  • Z ciemnością się nie walczy, ciemność się rozświetla.
  • Być nie wydeptaną ścieżką pośród traw.
  • Nie ulegaj tajemniczości, odkrywaj ją.

 

MAJ 2017

EDYTA KULCZAK

miasto

metropolia nad rozlaną rzeką przypomina

gruziński sad albo dzikość pierwotnych lasów

spadzistą drogę kończą uciekające w popłochu ryby

drobnica nie boi się zapuścić w płytkie trawiaste rejony

z ciekawości czy głupoty

cienkie pajęcze szuwarki oznaczają na nartach wodę nikną

na jaskrawym kwiecie przysiada tandetna ważka

kolorami zdradza pierwsze pragnienia człowieka

woda niesie czerwcowe śpiewy

mówię do córki 

ARES CHADZINIKOLAU

RASTA  MÓWI  III

Uczą kochać

w obcych językach.

Doceń własny.

 

Uczą obcych idei.

Wybierz swoją.

 

Z koron drzew odczytuj znaki

ptakom zazdrość umierania w locie,

przepadaj w objęciach spragnionych kobiet,

a wszelkie troski spłyną

wraz z nadejściem nocy.

 

Rasta mówi:

kto nie patrzy wysoko,

nie odegnie kolan.

 

ARES CHADZINIKOLAU

RASTA  MÓWI  IV

 

Patrz na morze, jak na kobietę,

w której dojrzewa słońce.

 

Ucz się morza, bo zmienia maski,

jak aktor z tragedii greckiej.

 

Jego sygnały podobne do pulsów serca.

 

Wskocz w fale

a dosięgniesz solnych korzeni

jak szamoczące się kutry

i spełnisz śpiew Syren.

 

Potem stań na pniu falochronu,

jak przypisany morzu albatros,

będziesz wiedział, że dom mój między brzegami.

 

Rasta mówi:

kto nie kocha morza,

ma skurczone serce.

 

KWIECIEŃ 2017

ARES CHADZINIKOLAU

RASTA  MÓWI  V

Szum gałęzi koi żal

jak harfa Davida.

Wyprostuj się włóknem słońca,

nawet, gdy drżą ci nogi.

Milczeniem

dorównaj kamieniom

Świętej Ziemi

i nie jątrz pamięci.

Jesteśmy jej pępowiną

od świtu po korzenie nocy.

 

Rasta mówi:

cenę odejścia zna tylko ten,

kto powraca.

 

 

LECH LAMENT- wiersz, który zdobył Grand Prix XXIV Konkursu im. Pawlikowskiej-Jasnorzewskiej:

MOTYW ROMEA I JULII

Stoją na peronie złączeni

jak dwie połowy otwartej muszli

błyszczącej od deszczu.

Tulą się do siebie

i nie mogą się rozstać.

Ich twarze zamazuje wiatr

i wieczorny półmrok zwisający z dachu.

Mogliby być księżycem

przełamanym na pół jak opłatek.

Pomnikiem nocnych kochanków.

Pociągi ruszają a oni tak stoją

i ja przy oknie stoję i patrzę

jakbym był znakiem zapytania.

Milczącym pytaniem

dlaczego?

Kelnerka mówi,

że oni już tak od dwudziestu lat.

Oparła się o bufet i też patrzy.

Za chwilę znów rzucą się pod pociąg.

Wstaną

i tak będą stać

nietykalni jak wieczność.

STANISŁAW MACHOWIAK

Bóg Bogów Jahwe
wspiera mnie nieustannie
w zdobywaniu szczytu
Serca

***

Bóg który jest
schodzi do człowieka
w milczeniu gór
człowiek nieustannie
wspina się na spotkanie

***

Ukształtowałeś Panie
góry z okruchów gwiazd
wśród których
zamieszkałeś
żeby być blisko ludzi

 

MARZEC 2017

 

URSZULA ZYBURA

Polska to Naród a nie tylko elektorat!

***

Pólprawdy należy wypowiadać półgębkiem (siedząc półdupkiem.)

***

Czas to czas a pieniądz to pieniądz.

***

Czy naga kobieta jest bardziej inteligentna?

***

Niektórzy stosują w zdaniu bezmyslniki

 

ARES CHADZINIKOLAU

Jah Ares – BEZ ROZGRZESZENIA  IX.
Nawet w dzieciństwie
nie bałem się gwałtownych fal,
dopływałem aż do statków na redzie,
nie bałem się silnych wiatrów Eola.
Spotkałem życzliwych ludzi na drodze,
lecz, gdy rozpościerałem skrzydła
do lotu, odwracali się.
Dziś wciąż nie dolewam wody do wina,
wolę nie pić, niż zbrukać jego smak
i do walki staję z wyprostowaną piersią.
Nie zmienili mnie krótko rządzący tu na ziemi,
których mami lustrzane odbicie.
Ufam znakom, nie zbaczam z obranej drogi,
nie pytam oto co do mnie nie należy
i nie przejmuje się tym, na co nie mam wpływu.
Dziadek Iraklis, był greckim partyzantem.
Po tułaczce zmarł w Taszkencie,
(nie ma już tam greckiego cmentarza).
Dziadek Dobiesław pomagał Żydom, wydali go.
Przeżył Oświęcim, pamiętam, jak spał w kuckach.
Ojciec z braćmi na rękach
przekroczył macedońskie góry mając 14 lat
znajdując nową ojczyznę,
zdradzili go.
Życie trzeba brać z godnością,
dlatego nie narzekam
na krwawiące rany.
Mój brat odrzucił dostatek i mieszka
po drugiej stronie Parnasu z kozami i pszczołami.
Ja też odcinam się od zgiełku i ufam naturze.
Piję wodę z platanów i przydrożnych źródeł,
zimą śpię na podłodze, latem z Symplejadami,
słucham pulsu morza, lamentu słowika
i zawodzenia wiatrów.
Nie kurczę się przed deszczem,
ani nie marszczę czoła przed słońcem.
Nie buduję królestwa, bo wszystko,
jak mawiał mój wuj Panos,
(jeszcze ciepła jego krew w nagiej ziemi)
wraz z rzeką Heraklita wszystko przeminie,
a na drugi brzeg dotrzemy tylko
z jedną monetą w ustach.
Życie kruche jak piaskowe zamki
budowane z dziećmi zbyt krótką
wakacyjną porą.
Przyjdzie fala i zatrze nasze ślady.
Żal tylko twarzy kochanych kobiet
i bliskich, którzy ostatnim spojrzeniem
zakotwiczyli się w naszych oczach
i wtedy pozostaje wyć.

 

LUTY 2017 R

 

ARES CHADZINIKOLAU

RASTA  MÓWI  VI

Z wieży minaretu majaczy pieśń.

Wierni czołami chwalą bruk

pomyślnego losu

 

Za bramą ktoś wbija Bogu

sztylet w plecy,

w kartonie umiera bezdomny,

kobieta zmywa pot z czoła,

a dzieci rozłupują stary chleb

przed skajską bramą.

 

Rasta mówi:

kto nie ma odwagi patrzeć prosto w oczy,

chodzi jak pies.

——————————

TOMEK KRUCZEK

Sen

Na portalach w internecie i w rozmowach
pasażerów podmiejskiej kolejki
strach sprzedaje się najlepiej
strach, poczucie winy i wszechobecne
przekonanie o ciągłym marnowaniu życia
i jeszcze nagie kobiety
w ilościach hurtowych.
Śniło mi się dzisiaj że zamieszkałem
na krawędzi księżyca
Jasność za oknem w kuchni
ciemność w gabinecie pełnym książek
ogród pod szklaną kopułą.
Raz w tygodniu wiadomości z ziemi
Za często
ale nawet sny nie są dziś doskonałe.