Edyta Kulczak – Samotne drzewo w krasie szadzi – o książce Norberta Skupniewicza Jeszcze się uśmiecham

            Książka Norberta Skupniewicza wydana przez Wydawnictwo Atena w Poznaniu w 2021 roku to poemat o odchodzeniu. Odchodzeniu pogodnym, z porozumieniem z sobą samym, zgodą ze światem, akceptacją losów i prawideł przyrody, odchodzeniu z uśmiechem. To odchodzenie z wyrzeknięciem do siebie buddyjskiej mantry: om mani padme hum (oddaj cześć skarbowi w lotosie albo bardziej poetycko: bądź pozdrowiony kwiecie lotosu), która oznacza zgodę na wszechwładność losu. Jest ona przywołaniem Czenrezig – współczucia wszystkich Buddów. Ten, kto wypowiada sześć sylab mantry, ulega cudownemu uspokojeniu ich dźwiękami, wnikają one do jego wnętrza i przekształcają sześć uczuć przeszkadzających równowadze i oświeceniu człowieka. Te uczucia to: duma – wyzwalająca egoizm; zazdrość – implikująca żądzę; przywiązanie – egoistyczne pożądanie; niewiedza – rodząca uprzedzenie; skąpstwo – zamieniające się w chciwość; gniew – rodzący nienawiść. Stąd zrozumienie, że świat zaczął się za uśmiech (przez światło na wodzie, gdy woda jest symbolem początku, życia, odrodzenia, płodności, urodzaju); wnioskowaniu, że czas ucieka, ale życia nie żal. Uśmiechanie „nikłą miareczką” towarzyszy niesieniu siebie w sen nieco obok czasu, ze świadomością, że gdy los swoim pstryknie palcem/ powietrze pod ptakiem utraci spoistość, a człowiek dojdzie, dowlecze się jak ocalony żołnierz za widnokrąg, za tajemnicę, do… uśmiechu świata.
Ta piękna książka to nieśpiesznie zagrana pieśń sakura, znamionująca ulotną acz cudowną naturę życia, zawierającą się w metaforze efemerycznego kwiatu wiśni. Obok wiosennego kwiatu wiśni, pojawia się jeszcze jeden kwiat – kwiat paproci. Kwiat – metafizyczny, baśniowy cud, stojący głęboko w lesie na granicy czasu i przestrzeni.
Książka przesycona niebanalnymi filozoficznymi znakami końca, mądrości życia, dedykowana jest wnuczce Julii. Książka o odchodzeniu i tajemnicach świata dla dziewczyny, która staje się kobietą, która właśnie przekracza granicę, która trzymając jeszcze w ręce kwiat wiśni, wypatruje już kwiatu paproci. W pierwszym wierszu poeta wykłada:
*
pod skrą ciemności
we śnie rozpierzchłych złudzeń
znów kwiat paproci

myśl sklepiona niebiesko
czyż niezapominajki

W ciemności, we śnie, który jest bratem śmierci, którego domeną jest cisza, uśpienie zmysłów, gdzie baśnie i złudzenia przestają istnieć, nagle (znów!) kwiat paproci. Słowianie wierzyli, że mityczny kwiat-cud należy do mediatorów, jest drogą pomiędzy światami. Można go zobaczyć o północy tuż przed punktem, gdy najdłuższy dzień ustępuje pola ciemności i nocy. Zobaczyć w postaci złotej, lśniącej jak ogień. Kwiat ten staje się źródłem wiedzy, otwiera sferę sacrum, obszary niedostępne człowiekowi w normalnym życiu. Skarby leżą jednak pod ziemią, należą zatem do krainy zmarłych. Kto zdobędzie kwiat, posiądzie mądrość, lecz przez to wpisze się w zaświatowy porządek, odmienny od świata śmiertelników. Szanse na dotknięcie tajemnicy ma człowiek dobry i niewinny. W wierszu możliwe staje się to tylko we śnie, który jak marzenie projektuje człowieka lepszego, wyzbytego słabości. Według wierzeń, kwiat wymaga podjęcia niezwykłych wysiłków, układających się w scenariusz wyprawy do świata podziemnego i zetknięcia się z sacrum. Światło rozprasza bowiem ciemność.
Utwory w tomiku Skupniewicza przesycone są wrażeniem spokoju i radości, doskonałego pogodzenia. Sam uśmiech – tytułowy bohater, spontaniczny odruch ludzki – jest tutaj transparentny, harmonijnie spleciony z sferą natury człowieka. Uśmiech wynika z afirmacji świata i zgody na jego prawa, z afirmacji siebie z zaletami, wadami, pracą nad wnętrzem (dostrzegając sprzeczności/ nierozumnie wątpię aby grymas ten/był skrzywił się przeciw śmiechom, s.68), z akceptacją czy choćby dostrzeganiem przeszłości, w której nawet kamień – znak trwania i tradycji – jak kamień węgielny – uśmiecha się. Skradziony pozostaje żalem za kawałkiem bytu metafizycznego (kamień – bytem metafizycznym!), który nieustająco trwał, pisał historię trudów, wątpliwości, intymności miejsca. Gdzież potem rozsiać się ma proch mój – pyta podmiot tych rozważań.
Uśmiechanie się nie jest sardoniczne, kpiące, złe. Nie przeradza się w głośny śmiech czy szydercze wyśmiewanie, gdyż wyśmiewanie to zło, ustawiające negatywne konotacje wobec podmiotu – wykonawcy śmiechu. Słabość, która przybiera taki oto rodzaj zbroi i wyostrza amunicję przeciwko innej słabości jest niegodna człowieczeństwa.

Z wiersza * pamięci Jędrka:

nie wyśmiewam słabości naiwności łatwej wiary
braku miejsca przystosowania
śniadania dachu spodni

nie wyśmiewam wrażliwości
braku autorytetu i konieczności przesiewania się
przez obojętność


święcę bezradność
tę (s.67)

Uśmiechanie się może czasem wydawać się tajemnicze, gdyż podmiot jak każda jednostka ludzka ma swe sekrety, skrytości, których nie zdradzi, które, jak uważa, trzeba chronić, gdyż zrodziły się w sytuacji, gdy dał się skusić zakazanemu, dał się wyprowadzić na manowce (którędy i jak stąd na ubocze: i dalej, dalej od bieli wydzieranych piór z piersi orła). Zachwieją one gmachem równowagi wewnętrznej na chwilę lub przekształcą się w drażniącego „mola zakrytego” (Jan Kochanowski), który wyzwala proces oczekiwania na spokój, zbudowany paradoksalnie na zjawisku nieuchronnego następstwa kary – tu w postaci groźnego starego palca Opatrzności, Boga.
Uśmiechanie się wybrzmiewa… ciszą. Odnosi się wrażenie – kontynuując to studium uśmiechu – że uśmiech w odróżnieniu od śmiechu (który zdecydowanie odbiera powagę i siłę) zawiera w sobie filozoficzny pierwiastek refleksji. Sprzyja medytacji, pogłębieniu mądrości, procesowi rozumienia świata i człowieka. Zwyczajnie, kto jest mędrcem, kto podąża poważną drogą ku pojmowaniu tajemnicy – nie rechoce, nie pokłada się ze śmiechu, nie śmieje się głośno, bo to przynależy sytuacji zabawy, beztroski, infantylizmu, głupkowatości.

żółtym półkolem słońce na widnokręgu –
na progu – przycupnęło nieme
ku niemu okręt żagle wypiął
wśród lądu oracz w porę roku swą ziemie wplata
pastuch o runo nieba powiększa swoje stado

tocząc kręgi coraz szerszej fali
przestwór ktoś zamienił w toń

uwadze mej po-
zostawił perypetie białych skrzydeł
(* uśmiecham się, s.31)

Kontemplacja przyrody – współistnienie naturalne ze światem kosmosu staje się głównym źródłem pogody w człowieku, czyli dziania się dobra. A to służy rozkwitowi, spełnieniu, dojrzałości, zbliżaniu się do sedna, do istoty człowieczeństwa. Uśmiech towarzyszy przyglądaniu się drzewom, wodzie, chmurom, nasłuchiwaniu kropli deszczu. Rozchmurza wiosnę i wywołuje z ziemi mlecze. Uśmiech rodzi się ze słońcem i na rozstaju ze słońcem gaśnie. (s. 60). Na szyderstwo zasługuje obraz przeciwny (wtedy od śmiechu robi się głośno), gdy człowiek celebruje istnienie nie jako zmierzanie ku głębi poznania, wtopienie się w naturalny cykl pór ustalonych przez naturę, ale trwoni swoje ludzkie wartości, pojmując fałszywie rozwój jako zawłaszczanie coraz większych powierzchni. Potęga grosza – centa – pfenniga/ o tysiąc czynów sprawniejsza wpycha go w tę ludzką zwykłość, w karlenie ducha, w raj wspak pisany (s. 38). Oby nie być głuchym na wołanie tajemnic swojego karmanu! Karman to według filozofii indyjskiej, akt sankcjonujący odwieczne prawo moralne, które wiąże działania człowieka z ich skutkami w przyszłości. W ujęciu tej filozofii, czyn nacechowany jest etycznie. Gdy jednostka realizuje zalecenia moralne i normę, gromadzi zasługi niosące szczęście doczesne i pomyślność po śmierci. Gdy zaś im się sprzeniewierza, popełnia przewinę (mową, umysłem, ciałem) – to determinuje metafizycznie przyszłe losy jego świata. Los ten będzie domagać się poniesienia odpowiedzialności za własne uczynki.
Nie sposób w jednym wywodzie rozwinąć wszystkie wątki książki – księgi poetyckiej Norberta Skupniewicza, bo tu potrafi na długie rozmyślanie zatrzymać jeden wiersz. Jest jednak wyraźnie zaznaczająca się, wybijająca się spoza słów [słowa! – takaż w nich łatwość piany/ nijakie sztuczną pachną różą, s. 42] postawa ludzka, pokora. Pokora wobec metafizycznych sił. Pokora, która nie jest słabością człowieka, a siłą warunkującą jego prawdziwe człowieczeństwo, które w myśl filozofii autora polega na wiecznym, wieczystym rozwoju… ducha, prawdy, dobra, sprawiedliwości – świadomości życia, które jest boskim darem istnienia. Które kroplę zamienia w ocean. Krok po kroku. Choć może rezultat nie dorówna przebytym trudom. Może się okazać, że umrzemy głupsi niż się narodziliśmy – gdy zmarnujemy życie? Gdy staniemy wobec skomplikowania i nieskończonej złożoności świata? Gdy powiemy pewnie: STĄD ROZPĘDZIŁ SIĘ WSZECHŚWIAT… (s.53)

zanim bezdroża zewrą się
czyż walec ciągnąc potoczny
doznam pewności skrzydeł
aby w liść dnia lipcowego
wzbiła się zjawa motyla
(* wiatr mięknie, s.46)

Sens i sedno filozofii życia uwewnętrznionej przez podmiot liryczny tego zbioru, odnaleźć można i w kręgu klasycznej filozofii europejskiej, i w kręgu religii chrześcijańskiej, i w kręgu religijnych kontemplacji Wschodu. Najtrafniej wyraża je wiersz, który zacytuję w całości, który wystarczy za wszystkie analizy, interpretacje, poszukiwania i odniesienia do kontekstów różnorakich:

*
uśmiecham się
bo jakże inaczej – i dzisiejszy dzień
dano mi przeżyć ćwierćkrotnie

nic dobre mądre niezwykłe
też niezbyt odległe
nie zostało mi darowane

swój ryż
zjadłem (s. 59)

Przeżyć dzień zaledwie ćwierćkrotnie i być szczęśliwym – to odnaleźć sens istnienia.

W wykładnię ułatwiającą zrozumienie wywodów poetycko-refleksyjnych Norbert Skupniewicz zaangażował także język. Jego wiersz nie obawia się ekspresywnych poetyckich neologizmów, licznych powtórzeń czy pauz oznaczających ciszę (piszę o rzeczach, które najbardziej zwróciły moją uwagę). Powtórzenia są tu mantrą, która litanijnie pieczętuje każde rozmyślanie, a cisza – służy zastanowieniu i kontemplacji, zatrzymuje duchowo przy Najważniejszym.

Edyta Kulczak

Norbert Skupniewicz, Jeszcze się uśmiecham, Poznań 2021

przekład, więcej: Pisarze.pl

db